Strona główna

Wyszukiwarka

Licznik odwiedzin

Ilość odsłon 23441

Do pobrania

GRZEGORZ KASZTURA


KRWAWA PRUCHNA


Przez wiele lat w centrum Pruchnej, tuż obok skrzyżowania z drogą wojewódzką, stał pomnik upamiętniający poległych w tej miejscowości w 1945 r. żołnierzy 4 Frontu Ukraińskiego. W rok po wybudowaniu w tym miejscu ronda, w połowie roku 2016 pomnik został rozebrany. Uszkodzony zębem czasu, zapomniany i zaniedbany monument nie był ujęty w żadnej ewidencji zabytków. Jako tak zwany pomnik wdzięczności Armii Czerwonej, w przeciwieństwie do miejsc pochówku poległych żołnierzy, nie podlegał prawnej ochronie. Był jednak jedyną materialną pamiątką niezwykle zaciętych, wielotygodniowych, krwawych zmagań, które rozegrały się w tej okolicy zimą i wczesną wiosną ostatniego roku wojny.
        

pruchna 1 10af5
 Rozebrany w 2016 r. niszczejący pomnik, który upamiętniał poległych w Pruchnej żołnierzy 4 Frontu Ukraińskiego. Fot. Grzegorz Kasztura

 

Główny cel: Ostrawa

Wojska dowodzonego przez gen. armii Iwana Pietrowa 4 Frontu Ukraińskiego na przedpole Śląska Cieszyńskiego dotarły już w dwa tygodnie po rozpoczęciu natarcia z rejonu na południe od Jasła. 101 Korpus Strzelców, znajdujący się na prawej flance prawoskrzydłowej 38 Armii, 28 stycznia 1945 r. osiągnął rejon Goczałkowice – Dziedzice – Czechowice. Sowieci sforsowali z marszu rzekę Białą w rejonie kopalni „Silesia” i utworzywszy przyczółek na jej lewym brzegu rozpoczęli działania frontowe w naszym regionie. Głównym celem ofensywy, najpierw w ramach rozpoczętej w styczniu zachodniokarpackiej operacji zaczepnej, a następnie prowadzonej od 10 marca operacji ostrawskiej, było odebranie III Rzeszy Zagłębia Karwińsko-Ostrawskiego i zdobycie Ostrawy. Wbrew pierwotnym zamiarom przełamanie niemieckiej obrony w Bramie Morawskiej nie okazało się kwestią dni czy tygodni, lecz aż kilku miesięcy.

 
Po kilkudniowej przerwie operacyjnej z początkiem lutego 1945 r. wojska 38 Armii gen. płk. K. Moskalenki rozpoczęły drugi etap operacji zachodniokarpackiej. Sowieci nazbyt optymistycznie zakładali, że wkrótce osiągną linię Zebrzydowice – Cieszyn. Wzięte w kleszcze Bielsko zajęto ostatecznie dopiero 12 lutego, jednak z pomocą walczącym o nie jednostkom armii Moskalenki musiał przyjść 11 Korpus Strzelców 1 Armii Gwardii gen. płk. A. Greczki.                         
 
Największy sukces zarysował się na odcinku dowodzonego przez gen. lejt. A. Bondariewa 101 Korpusu Strzelców, w którego skład wchodziły cztery dywizje piechoty: 140, 183, 307 oraz 70 gwardyjska. Jak podkreśla w swoich wspomnieniach generał Moskalenko („Uderzenie za uderzeniem”, Warszawa 1974, w przekładzie Czesława Czarnogórskiego), te właśnie cztery dywizje, którymi dowodził A. Bondariew, odegrały największą rolę w operacji jasielsko-gorlickiej. Korpus ten był decydującą siłą zarówno w pierwszym jej etapie, jak i w późniejszych walkach. 
 
10 lutego 183 Dywizja Strzelców zaskakującym Niemców manewrem zdobyła broniony przez 78 Ludową Dywizję Szturmową Zabrzeg i osiągnęła rejon Zarzecze – Gołysz. Piechotę wsparły czołgi 5 Brygady Pancernej Gwardii. 11 lutego Sowieci opanowali Strumień, lecz sytuacja na tym odcinku była bardzo zmienna. Przez kilka następnych dni Niemcy zażarcie kontratakowali, próbując zlikwidować sowiecki klin, który włamał się w ich linie na głębokość 12 kilometrów. Rozpoczęli gorączkowe przerzucanie posiłków, a następnie luzowanie najbardziej osłabionych oddziałów. Do operujących w tym rejonie 75 Dywizji Piechoty, 78 Ludowej Dywizji Szturmowej i 544 Dywizji Grenadierów Ludowych dołączyły pododdziały lub oddziały 1 Dywizji Narciarskiej, 68 Dywizji Piechoty i 4 Dywizji Górskiej, a także 253 Dywizji Piechoty, która ostatecznie zastąpiła wykrwawioną ciężkimi walkami w odwrocie i obronie 78 dywizję.
  
Esesmani kontratakują
 
Najdalej na południowy-zachód, aż po wiadukt kolejowy w Pruchnej, przebił się 283 pułk 140 Dywizji Strzelców płk. M. Własowa. Niemieckie dowództwo doskonale zdawało sobie sprawę z powagi sytuacji. Grupa Armijna „Heinrici”, nazywana tak od nazwiska dowódcy, którym był gen. płk. Gothard Heinrici, jeden z najlepszych w armii niemieckiej specjalistów od obrony (w związku z wycofaniem większości wojsk węgierskich w połowie lutego 1945 r. powróciła ona do swojej pierwotnej nazwy – 1 Armia Pancerna), musiała zlikwidować włamanie w rejonie Pruchnej. W przeciwnym razie sowieccy dowódcy, po wzmocnieniu na tym odcinku swoich wojsk, mogli dokonać ostatecznego przełamania niemieckiej obrony i uderzyć bezpośrednio na zaolziańskie zagłębie przemysłowe, jedno z ostatnich, które pozostały III Rzeszy.                              
 
Ze Słowacji pośpiesznie przerzucono na Śląsk Cieszyński transportem kolejowym liczący 20 dział szturmowych StuG IV dywizjon niszczycieli czołgów ze składu 18 Ochotniczej Dywizji Grenadierów Pancernych Waffen-SS „Horst Wessel”. Towarzyszyli im walczący w charakterze piechoty żołnierze dywizyjnego batalionu saperów oraz wsparcie artyleryjskie w postaci 8 dział samobieżnych kalibru 105 mm. Dywizja „Horst Wessel” została sformowana na początku 1944 r. między innymi z węgierskich volksdeutscherów. Jej żołnierze walczyli dotąd na Węgrzech i na Słowacji.
 
W rejonie Rychułd (Bąków) – Podlesie (Pruchna) – Jarząbkowice rozgorzały zacięte walki z użyciem broni pancernej, gdyż sowiecką piechotę z trzech pułków 140 dywizji oraz 203 pułku 70 Dywizji Strzelców Gwardii wspierały czołgi 5 Brygady Pancernej Gwardii, a następnie także 42 Brygady Pancernej Gwardii i 12 pułku czołgów przełamania gwardii. Rosjanie zostali odepchnięci od Pruchnej-Podlesia w kierunku Bąkowa-Rychułdu, gdzie przez kilka dni 140 Dywizja Strzelców broniła się przed całkowitym zamknięciem i zniszczeniem w okrążeniu. Pomiędzy 12 a 15 lutego naliczono w tym rejonie aż 40 niemieckich kontrataków, prowadzonych przez piechotę przy wsparciu dział pancernych i czołgów. Zaczynało brakować amunicji. Droga w kierunku Zbytkowa i Strumienia znajdowała się pod ciągłym ostrzałem. W ciągu dnia dostarczanie zaopatrzenia i ewakuacja rannych nie były możliwe.   
 
Dziennik działań bojowych 140 dywizji pod datą 12 lutego podaje: Wzięto do niewoli 43 żołnierzy i 1 oficera. Obezwładniono trafieniem 2 działa pancerne, zdobyto 3 karabiny maszynowe, spalono 2 czołgi. Straty dywizji: 22 poległych, 4 rannych. Do służby niezdolni: dowódca 258 pułku, jego zastępca do spraw politycznych, zastępca do spraw liniowych, 3 oficerów sztabu pułku, ranny zastępca dowódcy 96 pułku do spraw liniowych, zginął instruktor oddziału politycznego dywizji major Machinko. Straty w uzbrojeniu: rozbite 4 działa 76 mm, 2 działa 45 mm, 2 ręczne karabiny maszynowe

16, 17 i 20 lutego 140 Dywizja Strzelców i 70 Dywizja Strzelców Gwardii kilkakrotnie próbowały wznowić natarcie w kierunku na Podlesie, stację kolejową w Pruchnej, Gawliniec i dalej na Frysztat, lecz z powodu silnego ognia nie ruszyły z miejsca. Oprócz niemieckiej artylerii do akcji na polu walki przystąpiła także rzadko już widywana na tym etapie wojny Luftwaffe. Jej Messerschmitty i Focke-Wulfy przeprowadziły kilka nalotów. Między innymi pod bombami znalazł się sztab 140 dywizji. Rany odniosło 9 oficerów, w tym lekko ranny został jej dowódca, płk. Własow. Ponadto sowieckie wojska z rejonu stacji kolejowej ostrzeliwał pociąg pancerny.
     
 
pruchna 2 02e7a
Pozostawiony do lat 50. w zagajniku w pobliżu stacji kolejowej w Pruchnej wrak czołgu T-34/85. Fot. ze zbiorów Anny Oleś

 

Ślady tych zaciętych walk pozostały we wspomnieniach ówczesnych mieszkańców Pruchnej. Niedaleko stacji kolejowej, po północnej stronie torów, w pobliżu lasu, mieszkała z rodziną 7-letnia wówczas Anna Oleś. W tym czasie jej ojciec, Józef Czerniak, przedwojenny nauczyciel z Mikołowa, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 roku, był więziony przez hitlerowców w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen na terenie Austrii. Nasz dom stał w takim miejscu, że z jednej strony nadchodzili Rosjanie, a po drugiej – za nasypem – byli Niemcy. Budynek był dosyć okazały, dlatego Rosjanie, kiedy już przyszli, mówili, że mieszkają w nim burżuje – wspominała podczas rozmowy przeprowadzonej w 2004 r. Kiedy nadszedł front, skryliśmy się w piwnicy. Zostaliśmy w niej przez tydzień. Raz byli przy naszym domu Niemcy, później znowu Rosjanie. Pewnego razu siedzimy w piwnicy. Nagle słychać, że zbliża się czołg i zaczyna do naszego domu strzelać. Jeden pocisk przebił cztery ściany. Później z góry spadła bomba, która na szczęście nie eksplodowała. Inaczej nasz dom stałby się naszym grobem. Nie można było wyjść z tej piwnicy, więc nasi sąsiedzi, Czakonowie, nocą donosili nam suchy chleb. Kiedy przyszło niemieckie wojsko, żołnierze przyprowadzili do piwnicy naszą krowę i siano dla niej. Wtedy piłam mleko prosto od krowy i jadłam suchy chleb. Ten smak pamiętam do dziś.
 
W naszym domu Niemcy urządzili punkt dowodzenia. Był zainstalowany telefon polowy. Przebywaliśmy z nimi kilka dni. Jeden z żołnierzy siedział na zewnątrz i golił się przy lusterku. Wówczas trafił go odłamek pocisku. Wcześniej w piwnicy pokazywał nam zdjęcia żony i dzieci. Mówił, że musiał iść na wojnę, bo kazał mu Hitler – opowiadała.   
 
Po odparciu sowieckiego natarcia Niemcy przeprowadzili ewakuację zamieszkałej w Pruchnej ludności cywilnej, początkowo w stronę centrum miejscowości, następnie dalej na tyły. Koniec wojny zastał rodzinę pani Anny w Cieszynie, w lewobrzeżnej części miasta, która już po kilku dniach została przez czeskie władze oddzielona od Polski przywróconą na Olzie granicą.      
 
Ogień z nieba 
 
W rejonie Pruchnej Sowieci używali lotnictwo na o wiele większą skalę niż Niemcy. Dysponowali bowiem znaczną przewagą liczebną i nie uskarżali się na brak paliwa.  Na tym odcinku frontu bezpośrednie wsparcie nacierającym wojskom lądowym zapewniały startujące z lotniska w Krakowie (Rakowice-Czyżyny) samoloty 224 i 227 dywizji 8 Korpusu Lotnictwa Szturmowego. Szturmowe Iljuszyny Ił-2, kierowane na cele wskazane przez naziemne stanowiska naprowadzania, zasypywały Niemców gradem 50 i 100-kilogramowych bomb, 82 i 132-milimetrowych rakiet oraz pocisków z karabinów maszynowych i 23-milimetrowych działek.
 
20 lutego dowództwo 8 Armii Lotniczej postawiło przed swoimi lotnikami szczególnie ważne zadanie: na wschód od Zebrzydowic odnaleźć i zniszczyć wspomniany wcześniej pociąg pancerny, który swoim ostrzałem skutecznie powstrzymywał sowieckie natarcie na Pruchną. Wcześniej bez powodzenia próbowała wyłączyć go z walki sowiecka artyleria polowa. Grupę sześciu Iłów prowadził st. lejt. Wiktor Borodin, dowódca eskadry w 565 pułku lotnictwa szturmowego. Wykryty pociąg odpowiedział ogniem artylerii przeciwlotniczej. Celnym trafieniem bomb grupa zniszczyła torowisko, pancerny pociąg zatrzymał się, lecz kontynuował huraganowy, zacięty ogień przeciwlotniczy do atakującej go szóstki samolotów. Nie zważając na to dowódca grupy prowadził atak. Podczas następnych zejść nad cel seria bomb nakryła pociąg. Nastąpił silny wybuch, wzbiły się płomienie, biały dym zakrył wagony. Zniszczenie składu przez szóstkę Iłów-2 prowadzonych przez starszego lejtnanta Borodina zostało potwierdzone po zdobyciu stacji kolejowej Zebrzydowice przez oddziały lądowe – podano w datowanym na 3 kwietnia 1945 r. wniosku o przyznanie W. Borodinowi za sukcesy odniesione podczas 120 lotów bojowych tytułu Bohatera Związku Sowieckiego. Wcześniej, to jest 2 marca, o zakończonej powodzeniem misji Szturmowików pomiędzy Pruchną a Zebrzydowicami, donosił na swoich łamach centralny organ prasowy Armii Czerwonej, dziennik „Krasnaja Zwiezda”. Gwoli ścisłości trzeba jednak dodać, że lutowy Dziennik działań bojowych 8 Armii Lotniczej pod datą 20 lutego 1945 r. odnotowuje jedynie zniszczenie parowozu, a nie całego pociągu.             
 
Radość Rosjan była jednak przedwczesna. Wkrótce okazało się, że w tym rejonie Niemcy posiadali więcej takich pociągów, a raczej – zapewne – składów w postaci lokomotywy i kilku wagonów artyleryjskich. Odtąd starannie je maskowali przed rozpoznaniem z powietrza.
 
Nad Pruchną wystartowała z Krakowa kolejna formacja Szturmowików z 565 pułku. Kiedy już wydawało się, że nie uda się odnaleźć dobrze ukrytego celu i przyjdzie zrzucić bomby na przedni skraj niemieckiej obrony, st. lejt. Aleksandr Jakowlew zniżył się w pobliżu torowiska do lotu koszącego i dostrzegł, że do wierzchołków niektórych drzew są przywiązane liny. Podtrzymywały one ogromny brezent, na powierzchni którego wymalowano farbą zarys podkładów kolejowych i szyn. Pod tym kamuflażem ukryty był pociąg.
 
Samoloty z czerwonymi gwiazdami oddaliły się od tego miejsca, a 2 kilometry dalej zniszczyły torowisko, blokując drogę odwrotu w kierunku zachodnim. Następnie pociskami rakietowymi ostrzelano zamaskowane brezentem miejsce. Niespodziewanie spod płachty – niczym karaluchy – na tory wyskoczyły nie jeden, lecz dwa składy… Prowadząc ostrzał z broni przeciwlotniczej próbowały szybko odjechać. Pierwszy zniszczył bombami Jakowlew. Drugi pociąg ostrzelali piloci Aleksiej Capko i Nikołaj Gazukin.
 
 
pruchna 3 b5c89
 Przygotowany do wywózki kadłub czołgu T-34/85 na terenie stacji kolejowej w Pruchnej. Fot. ze zbiorów Mirosława Gaury
 
Oprócz sukcesów były też niestety straty. W rejonie Pruchna – Zebrzydowice wojska niemieckie dysponowały silną małokalibrową artylerią przeciwlotniczą, czyli szybkostrzelnymi działkami, jedno- i wielolufowymi. 5 marca ogień z ziemi ciężko uszkodził Szturmowika z 996 pułku, pilotowanego przez mł. lejt. Trofima Tieslenkę (strzelcem pokładowym był mł. sierż. Stiepan Gołdyriew). Według relacji innych załóg maszyna zmieniła kierunek lotu i oddaliła się w kierunku południowym. Prawdopodobnie rozbiła się na granicy Rudnika i Kończyc Wielkich, gdzie obaj lotnicy zginęli i zostali pochowani przez miejscową ludność.  
 
18 marca zanotowano w rejonie Pruchnej utratę kolejnego Iła-2. Ponownie ofiarą artylerii przeciwlotniczej padł samolot z 525 pułku, w którego kabinie znajdowali się: pilot mjr Wiktor Kartyszew, zastępca dowódcy pułku do spraw politycznych oraz strzelec pokładowy, starszyna Aleksandr Łobanow. Po miesiącu ich ciała zostały odnalezione przez Rosjan w pobliżu miejsca katastrofy w przysiółku Kopanina, a następnie pochowane 20 kwietnia na cmentarzu w Boguszowicach koło Rybnika.
 
Myśliwce Luftwaffe stosunkowo rzadko pojawiały się w powietrzu, niemniej 23 marca stoczyły nad Pruchną zwycięską walkę powietrzną z sowieckimi Iljuszynami. Na lotnisko w Gliwicach nie powróciła załoga z 996 pułku w składzie: st. lejt. Iwan Łuniew i st. sierż. Władimir Aleksiejew. Prawdopodobnie to ich samolot rozbił się w Pruchnej-Gawlińcu, tuż obok jednego z budynków mieszkalnych. Ciała lotników zostały pochowane przez miejscową ludność w nieodnalezionej do dzisiaj mogile.    
 
Druga odsłona dramatu
 
Ponowne nasilenie walk w rejonie Pruchnej nastąpiło wraz z rozpoczęciem 10 marca przez wojska 4 Frontu Ukraińskiego operacji ostrawskiej. W tym czasie miejscowość znalazła się w pasie natarcia 1 Armii Gwardii generała Greczki, która wykonywała uderzenie pomocnicze, wspierając atak sąsiedniej 38 Armii w kierunku Ostrawy i Ołomuńca. Sowieckie natarcie od samego początku źle się rozwijało. Utracono bardzo istotny element zaskoczenia, gdyż Niemcy poznali miejsce i termin ofensywy. Atakującym nie sprzyjała także pogoda oraz pokryty lasami, zagajnikami, stawami i potokami pofałdowany teren. 
 
Jednostki 107 Korpusu Strzelców gen. lejt. D. Gordiejewa musiały walczyć o każdy metr prucheńskiej ziemi. Pomiędzy 14 a 16 marca natarcie kilkakrotnie wznawiano, po sowieckich atakach następowały niemieckie kontrataki. 15 marca 237 Dywizja Strzelców opanowała północną część zagajnika na południe od Rychułdu i podjęła próbę zdobycia stacji kolejowej i przebiegających przez Podlesie torów. Następnego dnia do stacji zbliżyły się od północy oddziały 161 Dywizji Strzelców. W tym czasie ta ostatnia dywizja miała zapewnione wsparcie 839 pułku artylerii haubic, 114 i 195 pułku moździerzy, 1213 pułku artylerii przeciwpancernej, 713 pułku artylerii pancernej (działa samobieżne SU-76) i 5 Brygady Pancernej Gwardii (czołgi średnie T-34 i lekkie T-70). Mimo to nie udało się wówczas przełamać zażartej niemieckiej obrony. Ponadto sowieckie rozpoznanie wykryło, że w rejon Żor i Strumienia przeciwnik pospiesznie ściągnął aż dwie dywizje pancerne, odpowiednio 8 i 16.
 
Tak o tych zaciętych bojach pisze M. Smolnyj w monografii 161 Stanisławskiej Dywizji Strzelców („7000 kiłomietrow w bojach i pochodach”, Moskwa 1982):
 
Po odparciu ataków wroga 15 marca, po 40-minutowym przygotowaniu artyleryjskim, pododdziały dywizji przeszły do natarcia. Bój o Rychułd i Pruchną często przeradzał się w starcia wręcz. (…) 

Niemniej wróg się nie poddawał. Jeszcze cały dzień o Rychułd toczyła się zażarta walka, jednak w całości nie zdołano go opanować. Tak samo ciężki, ani na minutę nie ustający bój, o stację kolejową w Pruchnej toczył 575 pułk. Wyróżnili się w nim żołnierze 2 batalionu kapitana B. M. Czebrikowa. Był on znany jako opanowany i rozsądny oficer, u którego odwaga łączyła się z ostrożnością. Kiedy przeciwnik otworzył do atakujących tyralier ogień artyleryjski i moździerzowy, rozkazał żołnierzom skokiem naprzód wyjść spod ostrzału. Lecz w tym momencie zaczęły ujadać karabiny maszynowe.
 
Dowódca batalionu natychmiast polecił:
- Artyleria i moździerze stłumić punkty ogniowe wroga!
Pododdziały 1 dywizjonu dywizyjnego 1036 pułku artylerii majora S. P. Jurkowskiego szybko wykonały to zadanie. W ciągu kilku minut ogień wroga znacząco osłabł. Nie można było zwlekać.
W tyralierze atakujących w centrum żołnierzy 4 kompanii pojawił się kapitan B. M. Czebrikow i gromkim głosem rozkazał:
- Do ataku, za mną, naprzód!
Żołnierze poderwali się za swoim dowódcą i wkrótce znaleźli się w nieprzyjacielskiej transzei. Rozpoczęła się walka w zwarciu. Wielu dzielnie walczyło. Starszy sierżant M. I. Moisiejenko unieszkodliwił czterech, zaś trzech hitlerowców wziął do niewoli. Czerwonoarmista K. P. Kudlajenko zabił dwóch żołnierzy wroga i zdobył ręczny karabin maszynowy.
 
Jednak opór wroga nie słabł. Powodzenia, które osiągnął batalion, nie udało się dalej rozwinąć.
 
W ciągu 15 marca pułki pierwszego rzutu opanowały dwie transzeje, lecz dalszego postępu natarcia nie było. (…)
 
Trzy doby grzmiały odgłosy walk o Rychułd i Pruchną. Zostały tam przerzucone pozostałe związki korpusu, lecz nawet wzmocnienie naszych sił nie dało na tym odcinku znaczącego sukcesu. 107 Korpus Strzelców w ciągu ośmiu dni posunął się naprzód tylko o 6-8 km w głąb obrony.
 
17 marca wojska 4 Frontu Ukraińskiego zostały zmuszone do czasowego przerwania natarcia.     
 
Ograniczone działania zaczepne w kierunku na Zebrzydowice i Pruchną 1 Armia Gwardii prowadziła w kolejnych dniach, to jest 19, 20 i 22 marca, kiedy 237 Dywizja Strzelców, wspierana przez 713 pułk artylerii pancernej, osiągnęła południowy skraj zagajnika znajdującego się zaledwie pół kilometra na północny wschód od stacji Pruchna. 24 marca 38 Armia, po przegrupowaniu prawoskrzydłowych jednostek, podjęła działania zaczepne w ramach drugiej fazy operacji ostrawskiej i przełamała niemiecką obronę w rejonie Żor. Udzielając jej wsparcia, dzień później 1 Armia Gwardii wznowiła swoje natarcie w ogólnym kierunku na Frysztat. 67 Korpus Strzelców (dywizje 81, 21 i 340) atakował od północnego wschodu, starając się opanować Zebrzydowice i tamtejszy węzeł kolejowy. Natomiast 107 Korpus Strzelców (dywizje 161, 167 i 237) próbował od północy przełamać obronę 473 pułku niemieckiej 253 Dywizji Piechoty, aby ostatecznie zdobyć Pruchną i tamtejszą stację kolejową z dworcem.
 
Tryumf gwardzisty Saidbekowa
 
Niemieckie pozycje znajdowały się na nasypie kolejowym, którym biegła linia kolejowa Chybie – Drogomyśl – Zebrzydowice. Wyjście na tyły tej pozycji groziło zrolowaniem całej niemieckiej obrony na lewym brzegu Wisły. 

Jednak i atak przeprowadzony 24 marca został przez Niemców natychmiast zatrzymany. Sztab 1 Armii Gwardii wzmocnił więc siłę uderzeniową 107 korpusu, przekazując mu z 11 korpusu 129 Dywizję Strzelców Gwardii. Natarcie wyznaczone na 29 marca miała wspierać potężna artyleria, nie tylko polowa, ale także rakietowa, czyli słynne „Katiusze”, w tym wyrzutnie BM-31 odpalające ciężkie pociski rakietowe o kalibrze 300 mm.          
 
W tym dniu swoją obecność nad polem walki w Pruchnej zaznaczyło także lotnictwo szturmowe. Trzy formacje Iłów-2, liczące od 6 do 8 maszyn, wykonały naloty na pozycje niemieckiej piechoty oraz baterie dział i moździerzy.  
 
 
pruchna 4 0685c
Powojenna odbudowa jednego z wielu zniszczonych w Pruchnej budynków. Fot. ze zbiorów Krzysztofa Neściora                           

  

Wczesnym rankiem na punkt dowodzenia generała Greczki przybył akredytowany przy 4 Froncie Ukraińskim znany dziennikarz, poeta, korespondent wojenny „Krasnoj Zwiezdy” Konstantin Simonow (w późniejszych latach napisał znane powieści wojenne: „Towarzysze broni”, „Nikt nie rodzi się żołnierzem” czy „Żywi i martwi”, którą zekranizowano w 1963 roku). Dowódca armii poinformował korespondenta o planie ataku i sile przygotowania artyleryjskiego, co Simonow tak przedstawił w swoich memuarach („Różne dni wojny: dziennik pisarza”, T. II, Warszawa 1982, w przekładzie Aleksandra Achmatowicza):

- Przygotowanie artyleryjskie wyznaczono na dziesiątą – rzekł Greczko. - Ale najpierw, o siódmej dwadzieścia, przeprowadzimy częściowe przygotowanie artyleryjskie i rozpoznanie walką. Po jednym batalionie z każdej z trzech dywizji. Wykryjemy w ten sposób, czy nieprzyjaciel się nie wycofał, zdobędziemy jeńców i dowiemy się od nich, czy Niemcy nie domyślili się mającego nastąpić uderzenia. Jeżeli nie domyślili się zawczasu i dopiero teraz, zaniepokojeni naszym rozpoznaniem walką, zaczną się wycofywać, to i tak już nie zdążą. 

(…)

Przygotowanie artyleryjskie trwało. Ciągnęło się jeszcze jakieś piętnaście minut.
Zapytałem Greczki: 
- Jakiej mocy jest to częściowe przygotowanie artyleryjskie w porównaniu z pełnym, które dopiero nastąpi? 
- Mniej więcej takiej - rzekł Greczko. – Teraz każdy batalion wspierają po dwa dywizjony z kawałkiem. A kiedy skończy się pozorne, a zacznie prawdziwe przygotowanie artyleryjskie, to będzie strzelać 900 dział i do tego ciężkie pociski rakietowe, i nie przez kwadrans, ale przez 45 minut. Trzydzieści razy potężniejsze. 

Takiej nawale ognia i stali Niemcy nie mogli już sprostać. Po sześciu tygodniach walk sowiecka piechota zdobyła wreszcie teren dworca kolejowego w Pruchnej oraz przysiółek Podlesie. Pochodzący z 1855 r. okazały budynek dworcowy został jednak zrównany z ziemią. Nigdy go nie odbudowano.
 
Atak sowieckiej piechoty na tym odcinku poprowadził st. lejt. gwardii Amir-Ali Saidbekow, dowódca 8 kompanii 325 pułku 129 Dywizji Strzelców Gwardii, urodzony w Uzbekistanie 25-letni Tadżyk. Wcześniej odznaczył się podczas walk o Drogomyśl, gdzie wyprowadził swoją kompanię z okrążenia. Otrzymał za to Order Czerwonego Sztandaru, zaś za zdobycie prucheńskiego dworca i prowadzone na przełomie marca i kwietnia zakończone powodzeniem dalsze walki o Kończyce Małe nagrodzono go Orderem Lenina i Złotą Gwiazdą Bohatera Związku Sowieckiego.
 
We wniosku na powyższe - najwyższe w Armii Czerwonej - odznaczenie, datowanym na 17 kwietnia 1945 r., czytamy: W czasie walk od 29.03 do 4.04.1945 roku, pełniąc obowiązki zastępcy dowódcy batalionu strzelców, przyczynił się do zakończonych powodzeniem działań naszych pododdziałów. Znajdując się w ugrupowaniu bojowym kompanii, 29.03.1945 roku poderwał żołnierzy i oficerów do szturmowania transzei wroga, wdarł się na stację w Pruchnej i okrążył garnizon broniący stację kolejową, zadając mu znaczne straty, w wyniku czego wzięto do niewoli 56 jeńców, w tym dowódcę karnej kompanii, dowódcę 7 kompanii piechoty II batalionu 453 pułku piechoty, szefa służby sanitarnej II batalionu 453 pułku piechoty i szereg innych oficerów wroga.
 
31.3.1945 roku pokonując kolczaste zasieki wroga, okopy, tłumiąc punkty ogniowe ukrytych w ceglanych domach hitlerowców, siłami kompanii wziął do niewoli 18 jeńców z 412 batalionu Volkssturmu, zdobywając skraj Kończyc Małych. Umiejętnie organizując obronę odparł 3 kontrataki wroga; obezwładniono trafieniem 2 działa pancerne, zniszczono 1 ciężki karabin maszynowy.
2.04.1945 roku opanował centrum Kończyc Małych, zdobył 3 działa, 3 moździerze, wziął 25 jeńców.
3.04.1945 roku przeciwnik stawiał zacięty opór. Wzmocniony świeżymi siła mi przechodził do kontrataków. Łamiąc jego opór wyprowadził pododdziały na rozjazd kolejowy Kończyce, opanował nasyp i zlikwidował do 30 hitlerowców. Organizował obejście wroga ze skrzydła, powstrzymał jego odwrót, przez co zapewnił opanowanie rozjazdu.
 
Dzielny oficer następnie walczył w rejonie Rogowa na zachód od Wodzisławia Śląskiego, gdzie został ciężko ranny. Zmarł 18 kwietnia 1945 r., pochowano go w Rybniku.
 
30 marca dywizje prawego skrzydła 107 korpusu poprowadziły atak w kierunku zachodnim i osiągnęły rubież Gawliniec – Babusiów. Lewe skrzydło walczyło we wschodniej i południowej części Pruchnej, między innymi o folwark Kilisztwo. Na początku kwietnia 237 dywizja nacierała na Kończyce Wielkie, zaś 167 dywizja na Rudnik. Tym samym cały obszar Pruchnej został wyzwolony od wojsk niemieckich.
 
Koszty wielotygodniowych walk o przerwanie niemieckiej obrony w Pruchnej były ogromne. Pomiędzy 12 a 20 lutego 140 Dywizja Strzelców utraciła 66 poległych i 157 rannych. Ponadto straty poniósł także 203 pułk sąsiedniej 70 Dywizji Strzelców Gwardii oraz skład osobowy 5 Brygady Pancernej Gwardii i 12 pułku czołgów przełamania gwardii. W okolicy pozostały spalone wraki czołgów, które wysadzono w powietrze lub odholowano do hut dopiero w latach 50. Znajdujące się wewnątrz niektórych szczątki członków ich załóg nigdy nie zostały pochowane… 

Jeszcze bardziej krwawo przedstawia się bilans walk marcowych. Z szeregów czterech dywizji 107 Korpusu Strzelców w okresie od 14 do 31 marca 1945 r. ubyło 735 zabitych i 2868 rannych, z których pewna część w następnych dniach zmarła w punktach ewakuacyjnych, lazaretach i szpitalach. Straty wojsk niemieckich w rejonie Pruchnej nie są niestety znane. 

Nie możemy wreszcie zapomnieć o cywilnej ludności Pruchnej, ciężko doświadczonej śmiertelnymi zmaganiami dwóch obcych armii. Jej dramat bynajmniej nie zakończył się wraz z przejściem frontu, ale trwał aż do ostatecznego opuszczenia tego terenu przez Armię Czerwoną. Dopiero wówczas można było przystąpić do odbudowy zrujnowanych domostw i budynków gospodarczych, a także kościoła katolickiego, ewangelickiej kaplicy oraz szkoły. W 1978 r. miejscowa Szkoła Podstawowa otrzymała imię mł. sierż. gw. Grigorija Fiedorowicza Giewrika, urodzonego w 1925 r. w Drohobyczu na Ukrainie żołnierza 330 pułku 129 Dywizji Strzelców Gwardii, poległego w Pruchnej 29 marca 1945 r.

"Kalendarz Cieszyński 2017"

 

*          *         *

 

W uzupełnieniu informacji na temat żołnierza 129 Dywizji Strzelców Gwardii mł. sierż. gw. (kaprala gwardii) Grigorija Fiedorowicza (spotyka się także imię odojcowskie Fiodotowicz) Giewrika, który poległ w Pruchnej 29 marca 1945 r. i pierwotnie został pochowany w rejonie tamtejszej stacji kolejowej (w 1952 r. jego ciało ekshumowano i przeniesiono na jeden z cmentarzy żołnierzy sowieckich w Bielsku-Białej), należy dodać, że jeszcze przed śmiercią, to jest 22 lutego 1945 r., został zgłoszony przez dowódcę 330 Drohobyckiego Odznaczonego Orderem Czerwonego Sztandaru Pułku Strzelców Gwardii do tytułu Bohatera Związku Sowieckiego (wniosek nagrodowy dla mł. sierż. gw. Grigorija F. Giewrika). Dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRS o przyznaniu mu tego wyróżnienia, Orderu Lenina i medalu Złotej Gwiazdy ukazał się już po jego śmierci, 29 czerwca 1945 r.


g. giewrik 1 8a8e2
 Mł. sierż. gw. Grigorij F. Giewrik (1925-1945). Fot. Wikipedia   
 

Pochodzący z Drohobycza Ukrainiec w 330 pułku był dowódcą oddziału ciężkich karabinów maszynowych 1 kompanii karabinów maszynowych, komsomolskim instruktorem swojej pulroty, zarazem doskonałym strzelcem cekaemu Goriunow SG-43, odznaczonym orderami Sławy III i II klasy. Bohatera ZS otrzymał za udział w zaciętych walkach toczonych w dniu 23 stycznia 1945 r. na Słowacji i 28 stycznia w rejonie Nowego Targu, a zwłaszcza w dniach 8-11 lutego na południowy zachód od Lipnicy Wielkiej (na południe od Babiej Góry, na pograniczu polsko-słowackim). Pierwszego dnia miał ze swojego Goriunowa unieszkodliwić do 60 żołnierzy wroga, a następnie, podczas trzydniowego boju w okrążeniu, kolejnych 50. Łącznie z walkami, w których uczestniczył od września 1944 r., kiedy to znalazł się w szeregach Armii Czerwonej, przypisywano mu zabicie co najmniej 236 żołnierzy wroga.


g. giewrik 3 76ced
G. F. Giewrik ze swoim SG-43. Fot. z wystawy "Drohobyczyna" via www.warheroes.ru   


Jedna nie wszystko w jego biografii jest oczywiste. Na łamach miesięcznika „Wojenno-Istoriczeskij Archiw” nr 6/2012 jego odnopołczanin Moisiej R. Zariecki wspominał, że Giewrik, znany z tego, iż z ciężkiego SG prowadził ogień bez podstawy, a nawet z ramienia innego żołnierza (jak widać na powyższej fotografii), do RKKA wstąpił ochotniczo. Inne źródło podaje, że w czasie hitlerowskiej okupacji ukrywał się w górach. Tyle oficjalna, propagandowa wersja. Jednak w poświęconym mu artykule na stronie warheroes.ru znajduje się informacja, iż ukraiński magazyn „Wisti kombatanta” w numerze 1/2010 wzmiankuje o wcześniejszej służbie Giewrika w niesławnej 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS „Galizien” i jego udziale w walkach w kotle pod Brodami na Ukrainie w lipcu 1944 r., zakończonych rozbiciem dywizji, na co jednak brakuje potwierdzenia w zachowanych dokumentach.  

 

 

 



Występujące na tej stronie pewne symbole nazistowskie i komunistyczne nie służą propagowaniu żadnej z totalitarnych ideologii. Zamieszczono je jedynie w celu prezentacji kontekstu historycznego dramatycznych wydarzeń końcowego okresu II wojny światowej.

Źródła ilustracji: archiwum autorów, Wikipedia, Internet.


"Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie". Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach działania 413 "Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju" – mały projekt Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. Strona internetowa przygotowana przez Gminną Bibliotekę Publiczną w Zebrzydowicach. Instytucja Zarządzająca Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Strona internetowa www.front1945.cieszyn.pl została zrealizowana w ramach operacji z zakresu małych projektów pn. "Rok 1945 na Śląsku Cieszyńskim. Odkrywamy nieznane fakty z historii II wojny światowej(książka, strona internetowa, konferencja)" w ramach działania 413 "Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju", objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013.